poniedziałek, 3 lipca 2017

Trop.

Rozdział 3
”They're watching you
They see your every move
Private eyes
They're watching you"


Hogwart jeszcze nigdy nie wydawał się taki przerażający. Fotografie wiszące na zimnych, kamiennych ścianach były jeszcze bardziej przytłaczające niż za dnia. Było w nich coś niepokojącego. Świadomość, że go obserwują, że śledzą każdy jego ruch.. Oprócz tego, że się ruszały, miał wrażenie, że żyją własnym życiem. Wydawało mu się, że z każdym jego następnym krokiem zaczynają się szyderczo uśmiechać. Czuł jak wzrok ludzi z fotografii przenika go na wskroś.
Było mu zimno. Jego oddech był szybszy niż normalnie, jak i bicie jego serca. Mimo, iż miał różdżkę ani trochę nie czuł się bezpieczny. Poczuł jak włosy stają mu na karku, a dreszcz przebiega wzdłuż jego ciała, gdy usłyszał za sobą szmer. Nie odwrócił się, jeszcze nie, za to mocniej zacisnął palce na swej różdżce. Poczuł charakterystyczne ciepło na karku, które dało mu znać, że nie jest jedyną żyjącą osobą w tym pomieszczeniu.
-Scorpiussss – zasyczał głos upewniając go w przekonaniu, że nie jest sam. Szybko się odwrócił i wycelował różdżką – jak się okazało – w pustą przestrzeń.
-Scorpiusss
To na pewno nie skończy się dobrze – pomyślał słysząc kolejne nawoływanie.
-Scorpiusss – Po raz trzeci zacharczał nieznany mu męski, zachrypnięty głos.
Cóż, koniec bycia odważnym ślizgonem, pora wziąć nogi za pas – Jeszcze przez chwilę się wahał ale gdy coś dmuchnęło mu w twarz natychmiastowo podjął decyzję. Nie myślcie, że młody ślizgon należał do osób tchórzliwych, nie należał również do masochistów więc widział kiedy się ewakuować. Nie czekając na kolejny syk puścił się biegiem. Szaleńcze tempo, które sobie narzucił nie pomagało w lawirowaniu między regałami zawierających przeróżne pamiątki, puchary i Merlin wie co.
Jego szata powiewała za nim. Stąpnięcia Scorpiusa odbijały się echem w całym pomieszczeniu, a nawet jak wydawało się chłopakowi - w całym zamku.
Mimo swej dobrej kondycji chłopak czuł rumieńce wysiłku na swej – już – nie – bladej- a – czerwonej – twarzy. Starał się nie spoglądać do tyłu widząc, że to go spowalnia ale gdy zdał sobie sprawę, że nie słyszy odgłosów ścigającego go czegoś tam, zatrzymał się.
-Lumos
Uniósł różdżkę by oświetlić ciemności, gdy nic nie zobaczył odetchnął głęboko. Cóż, chyba trochę się pospieszył. Usłyszał jak ktoś do niego podchodzi. Znów na swoim karku czuł zimny oddech tej osoby.
Ups?
Głośno przełknął ślinę i odwrócił się by stanąć twarzą w twarz z tą osobą. Jego różdżka znalazła się na wysokości klatki piersiowej jegomościa. Z coraz większym przerażeniem sunął oświetloną różdżką ku górze osoby, a gdy dotarł z nią na wysokość twarzy przybysza odczekał chwilę wpatrując się w niego. Jedyne co było widać z twarzy zakrytej wielkim czarnym kapturem, to usta, które otwierały się by powiedzieć:
-Bu.
Scorpius na chwilę zamarł po to by już za chwilę zerwać się z miejsca i biec szybciej niż Struś Pędziwiatr. Za sobą w oddali usłyszał tylko mrożący w żyłach śmiech. I tak jak wcześniej, chłopak,, nie oszczędzał siebie. Zdawałoby się, że dawał z siebie więcej nawet niż za pierwszym razem dlatego gdy poczuł jak się wywraca, a jego różdżka wypada mu z rąk stwierdził, że się nie podda.
On chciał żyć.
Pomimo swojego zmęczenia próbował podnieść się na poobdzieranych dłoniach, jednak nie udało mu się to bo zaraz znowu leżał na ziemi uderzony zaklęciem, które pozbawiło go na chwilę tchu. Wystraszony, odwrócił się na plecy i podparty na łokciach ruszył w stronę zimnej ściany. Starał się szybko cofać do tyłu przed Nieznajomym, który patrzył na niego z góry oraz jednocześnie unikać rzucanych w jego stronę, na pewno nie zbyt miłych, kolorowych klątw. Kiedy jego plecy zetknęły się z kamieniem, całe jego ciało oblał zimny pot.
-To koniec – pomyślał zakrywając jednocześnie się rękoma przed następnym zaklęciem. Ostatnim co zobaczył był błysk światła.
Nie zdążył zauważyć jego kolory, gdyż wziął głęboki oddech i otworzył oczy.
Na około panowała cisza, a on sam leżał na czymś wygodnym. Pędem zlokalizował swoje położenie. Okazało się, że był w swoim dormitorium, a jego koledzy byli pogrążeni w głębokim śnie. Podniósł z podłogi zieloną kołdrę którą musiał skopać z łóżka w trakcie snu. Na nowo poukładał poduszki po czym wygodnie się ułożył zamykając oczy. Przez dobre pół godziny próbował zasnąć ponownie jednak ani zmiana pozycji, ani ponowne wyrzucenie kołdry z łóżka (którą później w złości znowu podniósł bo było zimno) nie pomogły. Spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę 3.00.Zrezygnowany odwrócił się na brzuch i przykrył głowę poduszką.
Tej nocy nie dane było mu dalej spać.

***

Gdy wybiła godzina 7.00 wstał z łóżka i poszedł do łazienki. Miał podkrążone oczy i włosy w nieładzie. Ktoś kto go nie znał mógłby pomyśleć, że balował przez pół nocy. Prawda jakkolwiek była inna, on tylko nie mógł spać. Pochylił się nad zlewem i opłukał twarz zimną wodą. Spojrzał w lustro ponownie.
Trzeba coś ze sobą zrobić – pomyślał.
Skończyło się na tym, że jego szczoteczka wraz z pianą wylatywała mu z buzi a on sam próbował ułożyć włosy. Zawsze zazdrościł swojemu ojcu jego prostych, platynowych włosów, które po nawet najbardziej niespokojnej nocy wyglądały jakby przed chwilą zajmował się nimi sztab fryzjerów, a nawet gdyby to tworzyły artystyczny nieład, który dodawał tylko uroku. Nie to co jego – poskręcane oraz grube kosmyki, których ani podstrzyc bo idiotycznie sterczały ani ułożyć, no chyba, że zastosuje się pół opakowania Ulizannej. Tak, wiedział, że Ulizanna jest produktem dla czarownic, jednakże mając wybór między prawie, że znośną fryzurą a szopą to oczywiste, że wygrywało to pierwsze. Nadal pamiętał jak poprosił tatę o kupienie tego w wieku jedenastu lat. Oczywiście nic nie powiedział, jedyną reakcją było wymalowane na jego twarzy zdziwienie, które szybko ukrył.
Ślizgon westchnął i ostatni raz ręką zmierzwił włosy. Zawiązał krawat i taksował swoje odbicie krytycznym wzrokiem
Więcej się zrobić nie da. - Z tą myślą wyszedł z łazienki, zabrał torbę i poszedł na śniadanie. Pora zacząć kolejny dzień.

***

Między lekcją transmutacji a eliksirami złapała go Lily.
-Dowiedziałeś się czegoś? - spytała na wstępie z podstępnym błyskiem w oku.
-Nie.
-A chcesz się czegoś dowiedzieć? - Jej uśmiech był coraz większy.
-Potter, co ty...? - Nie dokończył pytania, gdyż, dziewczyna złapała go za szatę i zaczęła ciągnąć w bliżej nieznanym mu kierunku. Co chwilę jej ruda głowa latała na boki by upewnić się czy nikt ich nie śledzi. Mimo, iż była od niego o wiele niższa z trudem dotrzymywał jej kroku. Skręcili w korytarz w którym znajdowały się duże, strzeliste okna a przy każdym z nich stała srebrna, błyszcząca zbroja. Korytarz ten wywoływał w nim niepokój. Dumne pancerze zdawały się pilnować ważnego sekretu. Wydawało mu się, że każdy z hełmów odwracał się w ich stronę by go obserwować. I nawet nie wiedział, ze tak było. Tylko, że to nie zbroje, które wyglądały jak żywe ich tak śledziły. Poczucie niebezpieczeństwa potęgowała w nim jeszcze bardziej burza. Co z tego, że był dzień. Nawet teraz to wszystko przyprawiało o dreszcze. Oj, naprawdę chciał stamtąd zwiać. Jednak kiedy zobaczył cel swojej wyprawy zdębiał. Duże, szerokie wejście wydawało się mu dziwnie znajome.
-Scorpius, wchodzisz? - zapytała gryfonka. Otrząsnął się z nieprzyjemnego wrażenia jakie pozostawiła w nim Zbrojownia i za pytaniem dziewczyny wszedł do środka. To co zobaczył sprawiło, że przez chwilę zapomniał jak się oddycha.
-Gdzie jesteśmy? - wychrypiał przerażony. Jego gardło było suchsze niż najgorętsza pustynia.
-W Izbie Pamięci. - Tej odpowiedzi najbardziej się obawiał. Miejsce z jego snu było rzeczywiste i jeszcze bardziej napawało go lękiem po pamiętnym śnie.
Cholera.
Scorpius wiedział, że musi się wziąć w garść. Nie śnił (nawet się uszczypnął by sprawdzić czy na pewno), więc nic mu nie zagrażało. Chyba. Do diabła, przecież nie może pokazać Potter, że się boi. W życiu. Z tym postanowieniem chłopak ruszył dalej za rudowłosą. Rozglądał się na boki. Wszystko wyglądało jak we śnie.
-Uważaj, ktoś narobił tu bałaganu – wymamrotała dziewczyna zgrabnie omijając porozwalane po ziemi puchary. Ślizgonowi wydawało się wiedzieć kto to zrobił ale przecież nie powie jej tego. Nawet w magicznym świecie byłoby to dziwnie gdyby oznajmił, że śniło mu się jak je wywraca uciekając przed nie Nieznajomym. I nawet Scorpius pomyślałby, że to dziwne gdyby rano nie zobaczył swoich otarć na dłoniach. Coś zdecydowanie było nie w porządku i ani trochę mu się to nie podobało.
Przechodząc koło gablot zatrzymał się. W jednej z nich znajdowały się zdjęcia – jak zdążył zauważyć powiązanych z quidditchem. Głównie były to fotografie drużyn. Akurat tylko to jedna fotka przykuła jego uwagę, ta na której był jego ojciec. Nie wiedział, że jego tata należał do domowej drużyny quidditcha. Z resztą prawie w ogóle nic nie mówił o swoich latach spędzonych w szkole. Jego mama trochę bardziej ale również nie wiedział o nich za dużo. Westchnął zrezygnowany. Nie wiedział prawie nic o przeszłości swoich rodziców, miał świadomość, że nie była zbyt chwalebna ale mimo wszystko chciał wiedzieć. Roztargniony nie zauważył, że zgubił gdzieś swoją towarzyszkę.
-Potter? - zawołał. Idąc rozglądał się za dziewczyną. Okazało się, że ukryła się parę rzędów dalej. Zauważając blondyna Lily przywołała go gestem.
-Popatrz – powiedziała wskazując palcem na następna fotografię. Zaczął się jej uważnie przyglądać. Zdjęcie przedstawiało grupę ludzi, rzekłby, że to dom Godryka ale na fotce – bo dokładniejszym obejrzeniu – znajdowały się osoby w barwach innych domów.
-Nie rozumiem – odezwał się w końcu.
-Tutaj – Wskazała – jest mój tata, tam – Pokazała następną postać – mama.
-Byli w Gryffindorze. Tutaj mamy kilku puchonów, parę krukonów oraz ani jednego ślizgona.
W tym momencie Scorpius spojrzał na datę, Był to rok 1995 - czasu urzędowania dyrektorki z ministerstwa Umbridge - o ile dobrze pamiętał.
-To jest... - zaczęła Lily.
-Gwardia Dumbledor'a – dokończył za nią ślizgon. Wyciągnął rocznik swojego taty i otworzył na stronie z prefektami. - A tutaj – Wskazał przykładając zdjęcie to zdjęcia – mamy naszą poszukiwaną.
Dwójka uczniów spojrzała się na siebie z uśmiechem. Chłopak wiedział, że był to dobry trop. Był pewien, że dowie się kim jest tajemnicza kobieta. Nie bez powodu nazywał się właśnie Malfoy. Chwilę drobnego sukcesu przerwał im hałas.
-Co to było? - odezwała się Lily. Szybko się odwrócili w stronę dźwięku.
-Co tu się stało? Aua. – Usłyszeli znajomy głos a potem zobaczyli potykającego się o leżące nagrody profesora. Chwilę to trwało zanim się pozbierał i ich zauważył. Przynajmniej takie było wrażenie.
- Co wy tu robicie? Nie macie czasem lekcji? - Ostry ton profesora zbił chłopaka z tropu. W porównaniu do potomkini Potterów zauważył, że profesor był dziwnie zdenerwowany.
Lily spojrzała na zegarek znajdujący się na jej dłoni i zaraz walnęła się z otwartej ręki w czoło.
-Rzeczywiście. Chodź. -Dziewczyna szarpnęła kolegę za rękaw i wraz za nią ruszył w stronę wyjścia. Nie uszło uwadze profesora, że młody uczeń chował do torby pewną książkę. Wszędzie rozpoznałby ten rocznik - w końcu ma taki sam. Przez twarz Neville'a przeszedł cień lęku. Wolno spojrzał na zdjęcia z gabloty. Znieruchomiał gdy zdał sobie sprawę co oglądali. Miał nadzieje, że do tego nigdy nie dojdzie.
-Merlinie.

***

Hogwart nocą potrafił wywołać strach. To właśnie w nocy działo się tutaj najwięcej złych rzeczy. Cień pewnego człowieka przemknął po ścianach pokoju wspólnego Slytherinu. Szybko przemierzał korytarz, aby dotrzeć do upragnionej komnaty. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że w pewnym pokoju chłopców znajduje się intruz. Światło, które padało przez uchylone drzwi sprawiało, że cień postaci przemknął po sylwetce śpiącego chłopaka. Intruz schylił się by wziąć rocznik z torby chłopaka.

Nie mógł pozwolić, żeby prawda wyszła na jaw.